0096(014) Malerai Bargh Goodarzi - Zin do hezaran...

Malerai Bargh Goodarzi - Zin do hezaran...
  • Dostępność: W magazynie
  • Data wydania: 21 czerwca 2016
  • Nośnik: CD
  • Cena: 38.00 PLN
Ilość:
  • Dagna Sadkowska - skrzypce
  • Michał Górczyński - klarnet, saks. tenorowy, drewno, ciecierzyca
  • Robert Jędrzejewski - wiolonczela
  • Awa Bargh - śpiew
  • Farzad Goodarzi - inst. perkusyjne, recytacja (04, 09)

„Zin do hezaran... - spośród wielu tysięcy...” to trzecia płyta z cyklu „muzyka do języków”. Po języku jidysz i japońskim Michał Górczyński komponuje muzykę do mistycznej poezji perskiej Dżalaluddina Rumiego. W tym materiale najważniejsze jest to, że nuty są ludem mrówek podążających za słowami wierszy, gazali. Do takiej poezji, do poezji mistycznej komponuje się, rozkazuje się dźwiękom z zamkniętymi oczami. W pewnym momencie publiczność rzuca ciecierzycą do metalowej misy poszukując z muzykami wspólnego pulsu. Jakie ma to znaczenie, że uderza się w drewno? „Przedziwna to rzecz!”
(Michał Górczyński)

01. Zin do hezaran

Zin do hezaran man-o-ma ej adżaba, man cze manam
(gazal 1397)

Spośród tych setek jaźni co we mnie się kryją,
Przedziwna to sprawa, którąż to jestem z nich?

Wolałbym raczej, abyś nakłonił swych uszu,
I słuchał, co wołam – nie wiąż mi proszę ust.

Miłość do ciebie serce me wskroś przeniknęła
I bardziej cię kochać sił mi nie staje już.

Więcej mi szalek z winem nie dawaj miłości,
Bo każdą kolejną w szale rozbiję w proch.

Radość twa – moją, smutek też ufnie twój dzielę,
Wszak tobie oddana każda ma wierna myśl.

Gorycz mi ześlesz – oddam się kornie goryczy,
Okażesz zaś łaskę – sednem się stanę łask.

Błogo mi płyną chwile u boku twojego
Bożyszcze ty moje, słodkich szafarzu słów.

Prawd tyś esencja, mnie być zwierciadłem w twej dłoni.
Co tylko objawisz, odbić spróbuję wnet.

Cyprys tyś zdobny, cieniem ja twym nieodstępnym.
Czy cieniem ja róży... wiernie więc przy niej trwam.

Róża... zaiste, róża bez ciebie zerwana
w mej dłoni bezradnej wnet się przerodzi w cierń.

Ciernie, ha ciernie, choćby mnie dzisiaj pokryły,
To dzięki twej łasce, jutro jam pękiem róż.

Czara tęsknoty strugą się łez wciąż napełnia;
I wciąż upojenia tłukę o próg twój dzban.

Wznoszę błagalnie ręce do mego szafarza,
A niechbyś mnie ranił, niechbyś mi drapał twarz.

Płomień poznania serca tajników i wiary
Rozbłysnął, rozgorzał w sercu mym z mocy twej.

Świecą ty światu; grzejesz, rozświetlasz mi duszę.
A ja kim? Świecznikiem, łask twych pijącym blask.

przekład Ivonna Nowicka

02. Dast beneh bar delam

Dast beneh bar delam, az qam-e delbar mapors
(gazal 1212)

Nie pytaj „Ciężko bardzo ci?” mej duszy rozkochanej
Rękę na sercu moim złóż, a poznasz wnet odpowiedź.

Nie pytaj kielich skąd ten był i wino jakie piłem,
W oczy me odurzone spójrz – miłością upojone.

Nie pytaj czy okrutna jest umiłowana dusza,
Znać to po strugach moich łez, po udręczeniu moim.

Powiadasz, blada moja twarz? Że cera ma pożółkła?
Żółcień wszak złota barwą jest, więc twarz mam uzłoconą.

Nie pytaj złotnik ów kim był, co tak mię ubogacił.
Liczy się bardziej sam mój stan – ten żar nieugaszony.

Nie pytaj: „Wstrząs cię zbawia tchu?” O moc uczucia pytaj!
Tak... miłość przypuściła szturm i duszy świat zdobyła.

Nie warto trącać innych strun niż miłość i jej tajnie –
Dusza w nią strojna niczym ptak szybuje po przestworzach

A jeszcze ptak góruje czym nad bracią nieskrzydlatą?
Zbędne mu bramy, zbytnie drzwi, przez okno lekko frunie.

Nie pytaj zatem kędy, jak, ci spieszyć do miłego.
Mnogość jest ścieżek, mnóstwo dróg, gdy jak ptaszęta wzlecisz.

Jak gorejący, żarny piec są serca zakochanych,
Tylko o ognia pytaj moc, gdy dotrzesz już do niego.

A jeśli twego serca ptak zapragnie tego ognia,
Za nic nie żałuj piórek swych, gdy lizną je płomienie.

Pomyślny kiedy zrządzi los, że miłość jest wzajemna,
Kroków nie kieruj swoich w bok, bogdanek już nie szukaj.

Zazwyczaj ludzie w oczach brud i błocko w uszach mają.
Pytać więc nie ma sensu ich o piękno najczyściejsze.

Jeżeli roniąc szczere łzy miłosnej tej udręki,
Zdołasz wypłukać z oczu pył i przejrzeć wreszcie jasno,

Ha! wtedy już do Szacha uczt dołączyć godzien jesteś.
Pytaj o jedną go tam rzecz: o wino rozkochania.

Winienem w podróż ruszyć wraz do miasta Szamsa mego.
Tam zaś, w Tabrizie, wyraz dać wdzięczności bezgranicznej

Za uczty, w których udział brać mej duszy dane było,
Kiedy ją olśnił wina smak i oczy się otwarły.

Nie pytaj kielich skąd ów był i wino jakie piłem,
Sprawił to przenajdroższy Szams! Mój szafarz prawdy wiecznej!

przekład Ivonna Nowicka

03. Hast dar halqe-je ma halqerobaii

Hast dar halqe-je ma halqerobaii, adżabi
(gazal 2860)

Jest w kręgu naszym mąż charyzmatyczny
o rysach gładkich, co tajniki przejrzał
i dusze leczy.
Dziwne, zaiste!

Jest w gronie naszym niespokojna dusza
o wzroku śmiałym i promieniejącym
światłością serca.
Dziwne, zaiste!

Skąd puchar jego tchnie istnieniem wiecznym,
że prosić pragnę: „Racz mnie z niego winem,
bym wieczność poznał.”?
Dziwne, zaiste!

Gdy serce czyjeś tkwi w pomroce smutku
on w mocy swojej i dobrotliwości
wnet blask mu wróci.
Dziwne, zaiste!

Czy czary czyny utajniły jego,
czy obłok lico księżycowe skrył mu?
Czy ludzie ślepi...?
Dziwne, zaiste.

Skąd niczym miesiąc na wieczornym niebie
człowiecze ciało aż tak jaśnieć może,
że serce płonie?
Dziwne, zaiste.

Gdy umysł z oków wyobrażeń złudnych
się wyswobodzi, wnet w perełce każdej
seraje dojrzy.
Dziwne, zaiste.

Gdy gościł u mnie, swą osobą sprawiał,
że wizje rajskie się ukazywały
Mej duszy oczom.
Dziwne, zaiste!

O Słońce, ucisz mój niepokój serca,
a poznam w końcu zza zasłony tajni
niepokój wielki.
Dziwne..., zaiste...

przekład Ivonna Nowicka

04. Bang mizan, ej monadi

Bang mizan, ej monadi, bar sar-e har rastei
(gazal 2779)

Idź, nawołuj, heroldzie, po placach, ulicach:
„Muzułmanie, nie widział zbiegłego kto sługi?

Pachnącego piżmowo, jak cyprys rosłego,
mającego w zapale chód żwawy, krok długi?

Niepokorny jest, piękny i młody wciąż duchem,
Opromienia uśmiechem, igraszkę ma w oku

I melodię przygrywa tajemną i tęskną
Na rebabie, co wiernie go nosi u boku.

Czy ktokolwiek ma owoc z ogrodów łask jego?
Niepozorny choć bukiet z łąk jego urody?”

Budzi w bliskich żar wielki jak Józef w Jakubie
I jak Józef – Egipcjan, chroni mnie od szkody.

Kto wyjawi mi sekret, gdzie bawi, co robi,
z serca mego i duszy niech czeka nagrody.

przekład Ivonna Nowicka

05. Waj an del

Waj an del ke bedu az to neszani naresad
(gazal 796)

Żal serca tego, co znaku od Ciebie zbywa.
I ciała martwe, gdy duszom nie ześlesz treści.

Mroczno dzień mija, gdy rozblask urody Twojej
nie muska go, ni pieści,
Kiedy dla duszy o hojnym uczęstowaniu
od Ciebie nie ma wieści.

Żal serca tego, co spłonąć z żaru miłości
do Ciebie wciąż się boi,
Goniąc za babim latem, nie dotrze, niebożę,
do skarbca, do podwoi.

Tylko gdy miłość cierpienia zna smak, pieśń o niej
owoce przynieść zdolna.
W razie przeciwnym, zalążek z niej żądz zaledwie
i mowa czcza i płonna.

Serce nie pozna promiennych prawd objawienia,
gdy zbraknie dwóch podmiotów:
ducha jasnego, co tajnie przekazać chętny
i ducha, co na nie gotów.

Póki są zmysły na ziemskość pobudzone i czujne –
zasnute duszy oczy.
Póki też serce od światka się nie oderwie,
to Świata nie zobaczy.

Kto się zamartwia, że zbraknie mu dziś lub jutro
do chleba marmoladki,
Śmierci niepomny, na srogą ślepotę serca
niechybnie ma zadatki.

Od spraw doczesnych najlepiej się teraz spróbuj
uwolnić w każdym względzie,
Zanim to tchnienie, ten moment nie przyjdzie rychło,
że czasu już nie będzie.

Każda istota, na chlebie co wychowana,
pożąda tegoż chleba,
Nie byle ustom przypada łyk wody życia –
ust godnych tu potrzeba.

Smętny ten ranek, gdy żadne nie dotrze do mnie
od ciebie pozdrowienie;
Dzień pozbawiony twych słów i twych nauk miodu
zasnuty smutku cieniem.

przekład Ivonna Nowicka

06. Dżan-o-dżahan mirawi

Dżan-o-dżahan mirawi, dżan-o-dżahan mibari
(gazal 3015)

Duszą mi jesteś i światem też moim
Duszę mi kruszysz odchodzeniem swoim.

Chłoniesz ty słodycz i nią emanujesz,
lecz tylko z ludźmi słodkimi ucztujesz.

Twojej to dzięki urodzie, jasności
Piękno doczesne ma więcej wartości.

Księżycolicy, sam nie idź, powoli,
Róży ukłucie choć słodkie, też boli...

Słonecznolicy, niweczysz mój spokój
Więdnę z tęsknoty, choć dostrzeż to, ukój!

Jedno już czułe spojrzenie twe ważne –
Cenić je będę jak hojną jałmużnę;

Za moce swoje tak Bogu cześć oddasz,
Tedy łaskawie tym darem mnie obdarz,

Aby szalone z rozłąki me serce,
Dusza zgnębiona cierpieniem już wielce,

Błogość znalazły, gdy blask twej uwagi
Na krótko wróci mi stan równowagi.

Dzięki ci czynię – choć płonę, żyć umiem,
Żar zadurzenia czym jest, już rozumiem.

Bożki choć kruszysz kultu fałszywego,
Bożkiem ty bywasz dla kultu mojego.

Tracę się całkiem z miłości do ciebie,
Czekać cię znaczy, och, w siódmym być niebie,

Widzieć – z radości już się nie posiadam
I pocałunki na stopach twych składam.

Każde spotkanie i każda rozmowa
W stan upojenia mnie wprawia od nowa.

Szamsie z Tabrizu, mój miły, mój drogi,
Oby ku szczęściu cię wiodły twe drogi.

Mnie zaś za głosem uczucia podążać,
Bym mógł aniołów zastępy okrążać.

Mnie na miłosnym trwać szlaku wytrwale,
Ażebym peri oglądać mógł w chwale.

Kiedy zaś wyżej niżeli anioły,
Niż peri wzlecę i minę żywioły,

Zniknie dwójpodział na dzieło i Twórcę
I w nic, we wszystko się wówczas obrócę.

przekład Ivonna Nowicka

07. Saqi ja, szod aqlha ham

Saqi ja, szod aqlha ham chane-je diwanegi
(gazal 2803)

Podczaszy! Wino twoje kosztując, rozumy
rozum straciły z miłości.

I teraz roztęsknione z ranionych serc ronią
łzy rubinowe udręki.

Spragnione wina tego, gotowe na obłęd
Mężczyzn miriady i niewiast

Oddały śmiało serca na łaskę..., niełaskę
żaru swych uczuć płomiennych.

Widziałeś jak w płomyku się świecy spalają
ćmy roztańczone, szalone?

Tak Sułtan Wszechmiłości człowiecze śle dusze
w ogień uczucia wielkiego.

A odkąd mądry człowiek tajniki tej pasji
duszy i sercu wyjawił,

O świecie tym i przyszłym pobożnych powiastek
całkiem już słuchać przestały.

Gdy z wina rozkochania na serce spragnione
kropla gorąca upadnie,

To drogi i bezdroża bezbłędnie przemierza,
pragnąc być bliżej najmilszej;

Choć kluczem intelektu to pojąć próbuje,
on też – z miłości szalony.

I ja usiłowałem z pomocą rozsądku
Szamsa z Tabrizu zrozumieć

Lecz w wielkie zadziwienie mnie wprawiał z początku
Aż rozum w euforii, aż serce w ekstazie
Dały się porwać szaleństwu
W nieznane dały się unieść.

przekład Ivonna Nowicka

08. Gar dżan-e aszeq

Gar dżan-e aszeq dam zanad, atasz dar in alam zanad
(gazal 527)

I.

Gdy prawdziwy zakochany – tchnie
Żaru tego płomienie strawią całe istnienie,
Świat nietrwały, świat niegodny
Na tysiące cząstek drobnych...
Trach!

Gdy prawdziwy zakochany...
Fale morskie, mórz bałwany
Świat zatonie, tonie zadrżą
I już nic na Ziemi łonie...
Nikt!

Gdy prawdziwy...
Z tchnienia – wiatr z obłoków wstanie,
Niebosiężny pożar wzbudzi,
Niebian spali, zgubi ludzi,
Gdy...

Pęknie obręcz nieboskłonu
Wszechrzecz wskroś się przenicuje.
Z tchnienia – słowo euforią
Świat w tan porwie, a wesele stłumi
krzyk.

Dziw się dzieje, glob szaleje
A to woda ogniem płonie, a to ogień wodą zionie,
To znów fale niebytu mieszają w swej mocy
Siwka dnia, karosza nocy elegancki
szyk.

II.

Zakochanej duszy – blask
A Słońca promienie – przyćmione są cienie.
Po co pytać postronnych, do poznania nieskłonnych,
Gdy i wtajemniczeni bezbronni
w pojmowaniu tych
prawd?

Zakochanej duszy...
I Mars nie będzie marsowy zgoła
Jupiter-kancelista rejestry rzuci w żar
Księżyc, ten stary melancholik, uśmiech przywoła,
Choć na szafirze nocy przygaśnie jego
czar.

Merkury się potknie w wirze po orbicie
Saturnowi ogniki jak ciarki po grzywie,
W pokory przypływie, urzeczona skrycie
Wenus na jutrzennej lirze
nie pośmie podjąć
gry.

Nie zostanie ani tęcza, ani jej pastele
Ani wino, ani kielich, ni radosne trele
Wezbrane wody wiosny nie namalują rozkwitu
Ni podmuch wiatru nie rozłoży kilimu
zieleni bez liku.
Nic!

Ani w ogrodzie
nie zadźwięczy wielobarwny chór,
Ani deszcze z wdziękiem nie spłyną
strugą hojną, strugą pojną
z rozmajonych
chmur.

Nie będzie bólu ani nań leku
Wroga ni druha w drugim człowieku,
Fletu trzcinowego, ni pieśni na nim granej,
Ani lutni rozedrganej to w wysoki,
to znów w niski
ton.

Staną się sprzęty, instrumenta
niczym zbędne cienie; a podczaszy
sam siebie wprawi w boskie upojenie.
„Pan Najwyższy! Pan Najmędrszy!”
krzyknie dusza euforią zdjęta
w głos.

III.

Powstań!
Oto Malarz Wszechwieczny
znów się zabrał za swój twór:
wnet na niedojrzałej ludzkiej duszy
niezrównany odmaluje
wzór.

A rozpalił
ten ogień wielki,
aby spopielić nim fałsz wszelki;
by spłonęło serce, a prawdziwe serce
rozjaśniło
świat.

W tym prawdziwym sercu bije
Szamsa Słońca, Szamsa Prawdy blask
I rozjaśnia mroki nocy,
I rozbrzmiewa z całej mocy
nowym życiem
wciąż.

przekład Ivonna Nowicka

09. Ah az an rochsar

Ach az an rochsar-e barqandaz-e chosz-ajjarei
(gazal 2788)

Od owego oblicza promiennego, pięknego
Iskry biją na dusze oddane.

Gdy perełki pokornie nanizane na sznurek
olśnił rubin jak ogień płomienny,

Wytrysnęła ze skały wnet klejnotów krynica
i kaskadą spienioną spłynęła.

Pokonane me serce pokonało doszczętnie
surowego strażnika rozumu,

A dotarłszy do tajni tej zasłony tajemnej,
Ulgę wreszcie niejaką poczuło.

Przemieniły się niwy, przekształciły się błonia
W rajskie łąki, a każda jak księga.

Te zaś księgi to słowa, co wyczytać je można
Niczym z listu, z oblicza miłego.

Jak wielbłądy klęczące skrzydła czasem masz w pętach
Ptaku serca mojego przedziwny.

Lub podfruwasz i tańczysz w rytm płomieni ogniska
Serca ptaku ty mój niespokojny.

O skarbnico ekstazy! O mój zdroju zachwytu!
Sercu memu już nie jest samotno,

Bo z miłością do ciebie się zbratało serdecznie
I na kroczek jej nie odstępuje.

A w słonecznej jasności tej do ciebie miłości
Niczym księżyc są piękne dusz głębie

I co chwila mi błyska nowa gwiazda świetlista
Hen na niebie, gdy blisko mam ciebie.

Choć nieznane zamiary pozostają twe dla mnie
To opowieść się sama rozsnuwa.

O Tabriskie me Słońce! Skąd ta sprzeczność dręcząca
W stanach serca i serca przymiotach:

Raz miłości siedzibą być potrafi szczęśliwą,
Raz z miłości się tuła bezdomne?

przekład Ivonna Nowicka

10. Saqi-je dżan

Saqi-je dżan, qejr-e an ratl-e geranam made
(gazal 2403)

O duszy szafarzu! Tylko twej czary wciąż pragnę,
Winem racz mię, ach winem, tym coś mię raczył też dawniej.

Blaskiem uczucia jaśnieję
Spokój mam, mam i nadzieje;
Kwitnie wiosennie ma dusza
Szat jej jesiennych nie wmuszaj!

Tyś duszy esencją! Przy niej ma pyłkiem osoba,
Bądź, jedyny mój, przy mnie – a zbędne światy mi oba.

Panem tyś tajni i jawy
Boi się człek cię nieprawy.
Duszą bądź słudze swojemu,
Inne – niemiłe już jemu.

Na dłoni podałeś złotą przedwczoraj mi czarę,
Upojony dziś proszę, ach darz mnie tylko tym darem!
Prócz wina klejnotu, więcej nic nie ma wartości
Tym więc częstuj, co cenne, me piękne bóstwo miłości.
Od kiedy otwarłeś ogród swój serca łaskawie
Wolny wreszcie od siebie, wśród krasy jego się pławię.

Zamknij więc furtę do niego;
Zbywaj milczeniem każdego,
Spytać się o mnie kto waży.
Stój na błogości mej straży!

Choć lwisko ja ranne, dzięki ci czynię otwarcie;
Gdybym żyć chciał bez ciebie, rzuć hienom mnie na pożarcie.
Mój księżyc to zdziałał, róża ma wonna sprawiła –
spokój wolę i ciszę, już ciżba nie jest mi miła.
O Szamsie z Tabrizu! Słońce me Prawdy ustronne,
zarzuć drwin, że twe imię modlitwą jest mi dozgonnie.

Miasta swojego klejnocie,
Świeco ma przeciw ciemnocie!
Mistrzu dla dusz łakniejących
Prawdy Najwyższej me Słońce!

przekład Ivonna Nowicka